Co zaskoczyło mnie w Stanach Zjednoczonych? Część I

Za mną 150 dni w stanach!

Wiem, że wiele z Was czekało na post odnośnie  różnic, jakie zauważyłam pomiędzy życiem w Stanach a Polską/Europą. A więc w końcu się doczekaliście!

Aby było łatwiej i przyjemniej w czytaniu — podzieliłam różnicę na dwie kategorie — te, które zaskoczyły mnie w stanach oraz te, które zauważyłam po przeprowadzce z East Coast do Colorado. Nawet nie wiecie jak bardzo te dwa stany różnią się od siebie! Wszystko zaraz wyjaśnię.

Zanim jednak zaczniemy ..

Chcę zwrócić Wam uwagę na to iż są to moje indywidualne spostrzeżenie i opinie, którymi chcę się z Wami podzielić. Zdaję sobie sprawę, że każdy może myśleć na ten temat coś zupełnie innego, może to kompletnie inaczej odbierać. Z chęcią dowiem się co Wy o tym myślicie. Nie zapomnijcie podzielić się Waszymi spostrzeżeniami w komentarzach!

Różnice pomiędzy Stanami a Polską/Europą:

 

  • Brak „kultury” jazdy

Nie chcę stereotypować wszystkich amerykanów, ale niestety bardzo często mam do czynienia z brakiem kultury podczas jazdy na tutejszych drogach. Ludzie bardzo rzadko myślą o „innych” na drodze. Nie raz znalazłam się tutaj w niebezpiecznej sytuacji, która wcale nie była spowodowana z mojej winy. Amerykanie często „zapominają” poinformować kierunkowskazem o zamiarze skręcenia, wcinają Ci się na pas bez wcześniejszej sygnalizacji i dość często nie potrafią dobrze oszacować bezpiecznej odległości od drugiego samochodu.

  • Przepuszczanie pieszych

We wcześniejszym punkcie trochę ponarzekałam sobie na jazdę amerykanów. Jednak nie wszystko jest takie złe. Coś, czego my w Polsce moglibyśmy się jeszcze lepiej poduczyć to poszanowanie pieszych — w szczególności na parkingach pod sklepami. Pieszy tutaj króluje — tak naprawdę wszędzie do momentu, gdy jego „koronę” odbiera mu sygnalizacja świetlna (to nie działa w Nowym Jorku). Nie raz było mi naprawdę niezręcznie, bo bez problemu poczekałabym te 3 sekundy aż jedyny samochód na danym odcinku drogi przejedzie — ale nie wyszło. Samochody zatrzymują się zazwyczaj bez względu na to gdzie się znajdujecie – parking, droga osiedlowa, droga w mieście itd.

  •  Podatki czyli TAX

Wydaje mi się, że to jeden z oczywistych faktów, ale może znajdzie się ktoś kto jeszcze o tym nie słyszał. Podatki w stanach, czyli tak zwany TAX — nie jest wliczony w wartość towaru, zamówienia, usługi itd. Więc jeżeli idziecie do sklepu, obliczacie sobie, że za zakupy zapłacicie około 50$ – przygotujecie się na to, że przy kasie możecie się zdziwić, bo naliczony zostanie Wam Tax. A więc okaże się, że za zakupy musicie zapłacić od około 6-9$ więcej (w zależności od stanu).

  • Napiwki

Kolejny oczywisty fakt, ale również warty uwagi dla osób zainteresowanych przyjazdem do stanów. Napiwki tutaj grają ogromną rolę w życiu osób pracujących przy usługach. Osoby pracujące jako kelnerzy zarabiają tutaj bardzo mało więc tak naprawdę utrzymują się oni w większości z napiwków. Znanym tutaj hasłem jest np. ” If you can not afford to tip, you should stay home” co oznacza „Jeżeli nie stać się na danie napiwku, powinieneś zostać w domu. Ja osobiści staram się to naprawdę zrozumieć i dawać napiwki w restauracjach w miarę moich możliwości. Aczkolwiek takie sytuacje gdzie kelner ma czelność zasugerowania większego napiwku lub sam fakt dawania napiwków w miejscach samoobsługowych typu frozen yougrt jest dla mnie już małą przesadą. Napiwki w stanach dajemy bardzo często — przy używaniu ubera, lyfta czy taksówki, przewodnikom, instruktorom, przy wizycie u fryzjera itd. Zwyczajowo jest to 15-30% więc wyobraźcie sobie, że idziecie do fryzjera gdzie za usługę koloryzacji płacicie ok. 150$ a sam napiwek wyniesie Was 30$!!

  • Ogromne rozbieżności w cenach produktów

Jeżeli chcecie zaoszczędzić w stanach to dobrze jest wiedzieć gdzie robić zakupy i szukać poszczególnych produktów. Czasami jesteście w stanie sporo zaoszczędzić szukając tych samych produktów (głównie spożywczych) w sklepach dyskontowych takich jak np. Walmart, Dolar Tree itd. Osobiście nie przepadam za robieniem zakupów w tych sklepach, ale czasami po prostu warto. Jeżeli zaś szukacie kosmetyków i ciuchów — zaglądajcie do TJMaxx, Marshalls etc. Inną opcją jest zamawianie przez internet i tutaj zdecydowanie góruje Amazon.

 

Różnice pomiędzy New Jersey/ New York a Colorado state:

 

  • Alkohol poniżej 21 roku życia

Zdaję sobie sprawę, że ten punkt może być trochę bardziej kontrowersyjny, gdyż powinniśmy przestrzegać prawa kraju, w którym się znajdujemy, ale c’mon.. Każdy wie jak to wygląda w praktyce. Do stanów przyjechałam mając 20 lat – uwierzcie mi, że trochę utrudnia to pobyt tutaj. Nie chodzi mi o sam fakt picia alkoholu, ale możliwość socjalizacji i spędzania czasu ze znajomymi starszymi od siebie. Podpunkt ten przypisałam do różnic pomiędzy NY a Colorado, bo te dwa stany znaczące różnią się w podejściu do tego tematu. Kiedy mieszkałam na East Coast tak naprawdę nie miałam problemów z wejściem do barów i pubów gdzie sprzedawany był alkohol, a nawet czasami uwaga — z jego zakupem! Ludzie tam luźniej podchodzą do tego tematu. W samym Nowym Jorku nie powinniście mieć problemów z zakupem alkoholu w restauracjach, pubach itd. W szczególności, jeżeli znajdujecie się tam z osobą starszą od Was. Sytuacja diametralnie zmienia się jednak tutaj w Colorado. Czasami nawet niemożliwe jest zostanie w restauracji lub pubie po godzienie 22:00 gdzie lany jest alkohol. Dowody są sprawdzane każdemu — nawet ludziom w podeszłym wieku. Osoba za barem nie ma prawa sprzedać alkoholu osobie bez dowodu, nawet gdy ta, spokojnie wygląda na swoje lata.

  • Witanie się z „nieznajomymi”

Spotkanie sąsiada, obcego Ci człowieka czy wizyta w sklepie znacząco różni się pomiędzy dwoma wspomnianymi wcześniej stanami. W okolicach Nowego Jorku ludzie żyją szybko, są zapatrzeni w siebie i swoje rodziny a przywitanie jest krótkie i zwięzłe — Hi! How are you? Pomyślicie teraz pewnie oh, jak miło! Ktoś pyta się mnie jak się czuje, jak mija mi mój dzień. No własnie — nie do końca. Ludzie z East Coast nie oczekują od Ciebie tak naprawdę żadnej innej odpowiedzi, jak po prostu powtórzenie tej samej frazy, czyli „Hi! How are you”. Dziwne, prawda? Moje pierwsze doświadczenie z tym było dość „peszące”. Zapytana przez sąsiadkę ich stałą formułą zaczęłam opowiadać o swoim pobycie tutaj, dniu i pogodzie a wiecie co dostałam w zamian? Ciszę! Kiedy na koniec wydukałam tę samą formułkę „How are you?” nie doczekałam się żadnej odpowiedzi. Sąsiadka popatrzała się na mnie z zaskoczeniem i poszła dalej obojętnie. W Colorado to jednak wygląda inaczej. Ludzie naprawdę są ciekawi Twojego dnia, historii, samopoczucia itd. Nie ma standardowej formułki, którą każdy wypowiada. Ludzie pytają się o twoje plany na ten dzień/ wieczór. Skąd jesteś, co tu robisz. Na spacerze co chwila witana jestem pięknymi i przede wszystkim szczerymi uśmiechami, pytaniami o trasę hikingu, dziecko lub cokolwiek przyjdzie nam na myśl. Wydaje mi się, że może mieć to związek ze słońcem, które w Colorado świeci przez prawie 300 dni w roku. Ludzie tu są o wiele bardziej zdystansowani, zrelaksowani a co za tym idzie — szczęśliwi. Nie żyją na pokaz, nie spieszą się — są po prostu szczerzy w tym, co robią i mówią.

 

Różnic jest naprawdę sporo, ale nie chcę zabierać Wam już więcej czasu z tego dnia. Jeżeli będziecie ciekawi kolejnych kontrastów pomiędzy życiem tu a w Polsce – dajcie mi znać a napewno kolejny post o takiem tematyce pojawi się u mnie na blogu.

 

Do nastepnego przeczytania!

Sara

 

 

Dodaj komentarz