Two months in US

Cześć,

Dzisiaj mijają dokładnie dwa miesięce, od kiedy jestem w Stanach. Był to naprawdę szalony okres z masą cudownych wspomnień, ludzi, nowych wyzwań i litrami wylanych łez. Od pewnego czasu mój blog oraz pozostałe platformy społecznościowe zostały wstrzymane ze względu na brak czasu, który doskwierał mi podczas pierwszych miesięcy po przeprowadzce. Nie oznacza to, jednak że teraz mam tego czasu więcej. Aczkolwiek dobra organizacja czasu potrafi czasem zdziałać cuda. Tym razem postaram się wrzucać posty bardziej regularnie, aby zalać Was masą ciekawostek i informacji dotyczących życia w Stanach Zjednoczonych. Gotowi?

Od początku..

Zacznijmy może od tego, że przeprowadzka na drugi koniec świata niesie za sobą ogrom nowych wyzwań, którym musicie stawić czoła. Już od pierwszych dni na nowym kontynencie musicie porzucić swoją strefę komfortu i od tej chwili iść przez życie z otwartą głową na nowe doświadczenia i osoby. Lądujecie w państwie gdzie nie znacie nikogo. Pierwsze znajomości zawieracie już na lotnisku, nie zawsze są one jednak udane, ale trzymacie się ich, bo zawsze w grupie jest raźniej. Następnie czas na Training School. Od rana do wieczora odbywają się wykłady i zajęcia w grupach. Pomimo zmęczenia zawsze kładłam się spać szczęśliwa. Zapowiada się dobry rok, prawda?

Czas na poznanie host rodzinki

Po kilku dniach spędzonych z resztą prawie 500 osób (Potraficie sobie wyobrazić, że co tydzień w okresie wakacyjnym około 500 osób przylatuje do stanów, aby zostać Au Pair? A to dane tylko z jednej agencji!!), które tak samo, jak Ty przyleciały do stanów, aby zasmakować amerykańskiego życia — podekscytowana czekasz na spotkanie swojej przyszłej rodzinki. Wreszcie wypatrujesz ją w tłumie i od tej chwili zaczyna się Wasz wspólny rok, Wasza wspólna przygoda.

2 miesiące

Tyle właśnie czasu zajęło mi zaadaptowanie się w miejscu, gdzie jestem obecnie. Poznanie dzieci, okolicy, praca nad relacjami pomiędzy mną, hostami a dziećmi. Przyjeżdżając tutaj nie przypuszczałam, że to wszystko może zająć aż tyle czasu. Początki naprawdę bywają trudne a niestety nikt Wam przed wyjazdem o tym nie wspomina. Wśród Au Pair’ek w stanach krąży wypowiedź, że tak naprawdę dopiero po 2-3 miesiącach zaczynacie czuć się tu dobrze i w pełni korzystać z Waszego roku tutaj. Jeżeli wytrwacie ten okres, później powinno być już tylko coraz lepiej.

Dobre i gorsze dni

Zdarzają się często na przemian. Do dobrych dni na pewno należą weekendy, w które nie pracujecie. Kiedy macie czas spotkać się ze znajomymi, wyjść z domu, zobaczyć i przeżyć coś nowego. Bywają też dobre dni, kiedy pracujecie. Dzieci potrafią być czasem naprawdę kochane. Wasze serce nie raz stopnieje pod wpływem przepięknych gestów i słów z ich strony. Niestety, bywają też dni, w które macie ochotę płakać z bezsilności, dzieci nie zachowują się tak jakbyście tego chcieli a na dodatek tego wszystkiego czujecie ogromną tęsknotę za domem, rodziną i znajomymi z kraju. Jednego dnia jest cudownie i macie poczucie, że to jedna z lepszych decyzji, jaką podjęliście w życiu a następnego zastanawiacie się co Wy tu tak właściwie robicie. To wszystko natomiast jest normalne. Każda Au Pair, z którą do tej pory rozmawiałam przez to przechodziła. Nie pozostaje nic innego jak zacisnąć zęby, przeżyć pierwsze ciężkie tygodnie, a potem już tylko korzystać z czasu i okazji, jakie tutaj macie.

Zaczynam żyć..

W końcu po dwóch ciężkich miesiącach mogę powiedzieć, że wszystko jest na dobrej drodze do tego, aby ten rok był naprawdę wspaniałym rokiem, którego nigdy nie będę żałować. Przede mną masa planów i miejsc, które chcę w najbliższym czasie odwiedzić. Mam nadzieję, że zostanie tu ze mną, abym mogła dzielić się z Wami moimi przeżyciami.

Do następnego posta!

Sara

Dodaj komentarz